Blog

SENS NADZIEI w niespokojnych czasach!

SENS NADZIEI w niespoko­jnych czasach

Dzisi­aj patrząc na to, co się dzieje i co przed nami, trze­ba nam przy­go­tować się do bycia ludź­mi przyszłoś­ci czyli ludź­mi nadziei. Skąd ją czer­pać, jakie są jej źródła i jak nią żyć? Spróbu­jmy przyjrzeć się tej kwestii.Nie  może­my być piew­ca­mi bez­nadziei i stać z boku, zwłaszcza jeżeli ten tem­at doty­czy osób wierzą­cych w Boga!

Bóg stworzył nas z miłoś­ci i powołał do życia w nadziei, miłoś­ci i  radoś­ci. To jest Jego zamysł i marze­nie! Dał nam wol­ność, gdyż na życie w miłoś­ci i radoś­ci może zde­cy­dować się tylko ktoś, kto jest wol­ny wewnętrznie, nieustan­nie tę wol­ność poprzez włas­ny rozwój zdoby­wa. Szu­ka prawdy, sen­su w tym świecie, który mnie otacza, w którym żyję. Odczy­tu­ję Jego Prawdę w tych niespoko­jnych czasach.

W Deka­logu wyjaś­nia nam Bóg, w jaki sposób postępować, by niko­go nie krzy­wdz­ić i by życie stało się dla nas rados­nym świętem. Wielu z nas zna Dobrą Now­inę (rados­ną wieść) a chodz­imy częs­to bez wyraźnych oznak tej nadziei w życiu, przygnę­bi­eni, narzekający.

Życie jest zawsze przyszłe. To przeszłe, jeżeli nie ma przyszłoś­ci jest już martwe. Poszuku­jąc nadziei — na światło dzi­enne trze­ba nam wydoby­wać samo sed­no chrześ­ci­jańst­wa, jej wielowiekową kul­turę z jej niezmi­en­ną prawdą i wol­noś­cią dzieci Bożych. Pan Jezus jest tym, który przy­wraca człowiekowi pełnię prawdy o nim, pełnię wol­noś­ci –prawdy o sen­sie miłoś­ci. Jezus przynosi nam Ewan­gelię — Rados­ną Now­inę, daje nam do ręki zwycięską kartę wolności.

Ten kto kocha wol­ność, jak chleb i sól nie powinien bać się przyszłoś­ci, tych naszych „niespoko­jnych cza­sów”. Będzie mógł budować nową kul­turę z nowym ludzkim obliczem w opar­ciu o Oblicze Syna Bożego.

Człowiek jest mieszan­iną bło­ta i Boskiego Tch­nienia, nicoś­ci i Boga. Tech­ni­ka, która patrzy jedynie na to, co jest prochem, obró­ci się w proch. To od nas zależy, czy będziemy patrzeć w kierunku  nicoś­ci, z której zostal­iśmy wydoby­ci i czy będziemy się w niej zanurzać, aby zatracić się w naszym niepoko­ju czy też będziemy kierować wzrok ku pełni, z której i dla której zostal­iśmy stworzeni a wów­czas nasze oblicze będzie promieniować radoś­cią (Ps 34,6).

Kim jestem jako człowiek?

Unosząc wysoko głowę każdy z nas w pewnym sen­sie dźwiga na włas­nych barkach swój mały świat. Mając świado­mość życia pomiędzy nicoś­cią i pełnią mam zadanie wszys­tko doprowadz­ić do pełni a nie do nicoś­ci, beznadziei.

Każdy z nas stara się uszanować swoim życiem własne pochodze­nie,  źródło, z którego się wywodzi a na koniec osiągnąć swój cel, istotę swo­jego życia. Kto uważa, że pochodzi od małpy w isto­cie będzie tak żył a na koniec zostanie małpą. Nato­mi­ast Bib­lia mówi nam, że nie tylko pochodz­imy od Boga, ale też, że jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieńst­wo. Nie trze­ba sobie mnożyć obrazów Boga, gdyż jedynym Jego obrazem jest żyją­cy człowiek, jako Jego Chwała. Świę­ty Ireneusz z Lyonu to przeko­nanie potwierdza: Chwałą Boga jest człowiek żyjący!

Jezus jest cią­gle nowoczes­ny, czyni zawsze coś od nowa!

Częs­to się twierdzi, że nasze podobieńst­wo do Niego pole­ga na rozum­nej duszy. To praw­da, ale tylko po częś­ci. Ist­nieje coś głęb­szego, coś co jest właś­ci­we Bogu i tylko Jemu: zdol­ność stwarza­nia. Zaw­iera ona w sobie jed­nocześnie: mądrość i miłość, rozum i serce i wyraża się w wol­noś­ci czynienia czegoś od nowa. Stąd bije całe źródło nowoczes­noś­ci. Rodze­nie właś­ci­we zwierzę­tom, dokonu­je się od dołu, rodze­nie właś­ci­we człowiekowi od góry, wypły­wa z ser­ca, które rodzi to, co nosi w swoim wnętrzu.

          Co mam czynić, aby promieniować rados­ną nadzieją w cza­sach niepokoju?

Nie jest łatwe człowiekowi pogodz­ić i uszanować przeszłość z przyszłoś­cią, zwłaszcza w obliczu trudów nowoczes­noś­ci?  Jak ją przeży­wać według Ducha, jaką otrzymałem?

Nawróć­cie się — powiedzi­ał do nich Piotr… Bo dla was jest obiet­ni­ca i dla dzieci waszych i dla wszys­t­kich, którzy są daleko a których Pan, Bóg nas powoła (Dz 2,38–39). Przede wszys­tkim my sami: mamy nawró­cić się do Ojca. A co znaczy nawró­cić się? — to przemieni­ać myśle­nie, odnow­ić umysł (rozum, wolę i pamięć)?

Zami­ast narzekać, dobrze jest otworzyć oczy. Powier­zony nam został nasz  włas­ny los i los całego stworzenia, nasza real­iza­c­ja i destrukc­ja, życie i śmierć i wszys­tko  zależy od naszego „tak” lub „nie”. Także w sprawach społecznych i poli­ty­cznych. Przy­pom­ni­jmy sobie, jak głosowal­iśmy, na kogo, z jakim pro­gramem? Czy zgod­nym z nauką Boga? Jak żyje­my w naszych relac­jach — czy szcz­erze i aut­en­ty­cznie, do czego zachę­ca nas Stwórca.

Jeżeli nie umiemy jeszcze dobrze wybier­ać, czy ucz­ci­wie układać naszych relacji z inny­mi ludź­mi trze­ba nam się tego nauczyć, poz­nawać, jaki­mi kto żyje wartoś­ci­a­mi w życiu pub­licznym. Nie bądźmy ludź­mi, gdy nas zapy­ta­ją, co sły­chać? „a po stare­mu…” To nie jest ewan­geliczne. Mam się cią­gle odnaw­iać w moim myśle­niu i dzi­ała­niu na miarę moich możli­woś­ci i sił we współczes­nym świecie.

Nie chodzi o robi­e­nie czegoś wyjątkowego czy popraw­ia­nia jakichś dro­bi­azgów. Chodzi tu o nowy sposób myśle­nia, mówienia, dzi­ała­nia, którego naczel­ną zasadą jest życie w prawdzie i prawdzi­wa wol­ność. Dzię­ki temu wspól­no­ta chrześ­ci­jańs­ka, poprzez świadect­wo św. Pawła przyjęła je z wielkim entuz­jazmem. Może warto powracać do Jego świadect­wa i słów? Jest to nadzwycza­jny i potrzeb­ny wysiłek zmierzenia się z przyszłoś­cią, z tym co jest ukryte we wnętrzu naszego ser­ca! Kto jed­nak potrafi stanąć na wysokoś­ci zada­nia? Nie bądźmy zachowaw­czy! Ważne jest bycie w ruchu. Trze­ba oczy­wiś­cie patrzeć i oce­ni­ać skrupu­lat­nie, by pod­jąć decyzję i odważnie żyć.

          Miłość i radość (a nie cier­pi­e­nie) dwa oblicza świę­toś­ci! do której jesteśmy powołani!

Jesteśmy powołani nie do cier­pi­enia a do świę­toś­ci. Bóg nie jest źródłem cier­pi­enia! To była­by karykatu­ra chrześ­ci­jańst­wa. Warto posłuchać na ten tem­at ks. Mar­ka Drzewieck­iego. Bóg jest niewin­ny i nie mamy żad­nych pod­staw, by obar­czać Go odpowiedzial­noś­cią za jakiekol­wiek cier­pi­e­nie. Gdy niewin­ny Bóg przy­chodzi do nas w ludzkiej naturze, przy­bi­jamy Go do krzyża, a później twierdz­imy, że to On nam zsyła krzyże! Tym­cza­sem Bóg nie zsyła nam żad­nej choro­by, żad­nej pró­by, żad­nej krzy­wdy, żad­nego krzyża. Prze­ci­wnie, jedyne, co nam zsyła, to swo­jego Syna, który przynosi nam miłość i bło­gosław­ieńst­wo. Syn Boży stał się człowiekiem nie po to, by nasz krzyż był cięższy, lecz po to, by nasza radość była peł­na! Jezus mówi wprawdzie o tym, że kto chce być Jego uczniem, ten powinien wziąć krzyż na swo­je ramiona, ale najważniejsze jest tu słowo: swój! Chodzi o krzyż ucz­nia, a nie o krzyż Jezusa! Bóg czyni wszys­tko, by nikt z nas nie zadawał cier­pi­enia ani samemu sobie, ani drugiemu człowiekowi. Stwór­ca pole­ca nam stanow­c­zo, byśmy niko­go nie krzy­wdzili, lecz prze­ci­wnie — byśmy z miłoś­cią odnosili się do samych siebie i do innych ludzi. Polece­nie to jest tak ważne, że przy końcu doczes­noś­ci Bóg zapy­ta każdego z nas wyłącznie o to: czy kochałeś człowieka a nie czy dużo cierpiałeś?

          Przy­wróćmy prawdzi­wy obraz Boga, by być ludź­mi nadziei!

Fałszy­wy obraz Boga prowadzi do zniszczenia człowieka, jego nadziei w miłość. To fałszy­wy obraz Boga spowodował, że uciek­liśmy od Niego. Jest w niek­tórych z nas obraz Boga tylko karzącego, kon­trolu­jącego nasze czyny, przed którym trze­ba cią­gle się upokarzać, aby prze­bła­gać za nasze winy. Stąd na twarzach wielu ludzi smutek i przygnę­bi­e­nie. Nie wyrysował się w naszym umyśle prawdzi­wy obraz Boga, który jest czuły, troskli­wy, bo  bez­granicznie nas kocha, prag­nie, abyśmy byli wol­ni, radośni — po pos­tu szczęśliwi.

By być ludź­mi żyć nadziei potrze­ba znać prawdzi­wy obraz Boga, aby uwol­nić wol­ność. Ileż to razy słyszymy i rozpowszech­ni­amy nieprawdzi­wy obraz Boga, że jest prze­ci­wnikiem real­iza­cji człowieka, jego dobra, potenc­jal­nych możli­woś­ci (tal­en­tów). To wielkie kłamst­wo! Taki, jaki mam obraz siebie, taki mam obraz taką mam Boga.

Wejść w relację z Jezusem, aby mieć nadzieję!

„Praw­da was wyz­woli” (J 8,32) – słowa te oznacza­ją, że praw­da Ewan­gelii, a więc fakt, że Bóg jest Ojcem nieskończe­nie miłu­ją­cym a my  dzieć­mi, brać­mi i sios­tra­mi.  To zasa­da naszej wol­noś­ci ku miłowa­niu. Oznacza to, że gdy jest coś, co pozbaw­ia nas wol­noś­ci albo nam ją ogranicza, to nie żyje­my jeszcze w prawdzie. Potrze­ba uwa­gi w kat­e­chizowa­niu, dzie­le­niu się wiarą w Boga, by budować świado­mość braci i sióstr zami­ast świado­moś­ci pod­danych i niewol­ników prawa. Normy wiążą i krępu­ją człowieka, czynią w końcu człowieka religi­jną mumią, która zawsze pozosta­je mart­wa. One nie leczą człowieka, który jest częs­to sła­by, kruchy i chory. Nie leczą go piękne zasady, które człowieka miażdżą, tylko odpowied­nio dobrane lekarstwo.

          Czy jest wyjś­cie z bez­nadziei życiowych sytuacji?

Dzisi­aj częs­to człowiek jest zagu­biony i osie­ro­cony, żyjąc bez nadziei i wol­noś­ci. Poszuku­je swo­jego źródła i swo­jego celu. Jezus powiedzi­ał do każdego człowieka, że nie zostawi nas siero­ta­mi na tym świecie, pełnym zagrożeń i niepoko­jów. Założył Koś­ciół, który  nie jest insty­tucją a najlep­szą kliniką świa­ta, gdzie ordy­na­torem jest Obec­ny, Żyją­cy Chrys­tus i leczy nas swo­ją Miłoś­cią w sied­miu sakra­men­tach. Szko­da, że apostaci nie mają tej świado­moś­ci i wiary!

Potrze­ba mądroś­ci i ewan­gelicznej wol­noś­ci świad­ków wiary, którzy doświad­czyli Żyjącego Jezusa i prag­ną dzielić się i wspier­ać tych, którzy się źle mają.

Pamię­ta­jmy byśmy zawsze byli ludź­mi pozy­ty­wny­mi, real­is­ta­mi, pełny­mi nadziei w Miłość Boga, który prag­nie naszego prawdzi­wego szczęś­cia. I tym nastaw­ie­niem promieniowali na innych, których  spotkamy! A nagrodą będzie stan miłoś­ci i radoś­ci ducha!

Pyta­nia do refleksji:

Co mnie szczegól­nie poruszyło w tekście?

Jaki znam obraz Boga?

Czy żyję częś­ciej nadzieją czy pesymizmem?

Scroll to Top